Na moim osiedlu rośnie drzewo, jest to jakaś odmiana rajskiej jabłoni. Na wiosnę drzewo obsypane jest cudownym, różowym kwieciem i wtedy bardzo żałuję, że nie rośnie pod moim balkonem, bo widok tego drzewka zapiera dech w piersiach. Teraz obsypane jest małymi, czerwonymi jabłuszkami, które prześlicznie wyglądają na tle zielonych liści. Od dawna mam chrapkę na te jabłuszka. I gdyby nie to, że rosną przy ulicy "pozamykałabym" je w słoiki, bo można je kandyzować i cieszyć się nimi w zimie. W miniony weekend z moją Zuzią nazbierałyśmy koszyczek owoców, a później razem zrobiłyśmy wianuszek w kształcie serca. Pomysł nie jest mój, bo gdzieś już widziałam w sieci taki wianuszek.
***
Patrzyłam na moją niespełna dwuletnią córeczkę, jak sobie świetnie radzi, jak się cieszy z tego co robi, jaka jest cierpliwa i uważna...I tak zaczęłam się zastanawiać, czy ja sama dzisiaj zajmowałabym się rękodziełem, gdyby nie moja Mama, która w czasach mojego dzieciństwa z konieczności (bo takie czasy) robiła na drutach rękawiczki, skarpety i swetry, mnie i mojemu rodzeństwu??? I czy moja Zuzia w przyszłości będzie czerpać radość z rzeczy zrobionych własnoręcznie??? Czy będzie chciała, tak jak ja kiedyś, żeby nauczyć ją szydełkowania, haftowania, robienia na drutach???
Mam tylko cichą nadzieję, że jednak jabłko zawsze pada niedaleko jabłoni.
***
Autorem poniższych zdjęć w większości jest mój Syn. Dziękuję Ci Syneczku za udaną sesję.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze:))