Lato, wakacje i ta afrykańska temperatura.... Nadeszły nie wiadomo kiedy i odejdą pewnie równie błyskawicznie. Dlatego staram się chłonąć tą cudowną atmosferę lata...bardzo, bardzo, jak najwięcej się da.
Lubię lato i wysokie temperatury, ale nie w nadmiarze.
Żeby jakoś przeżyć te upały, ratuję się hektolitrami wody mineralnej z bąbelkami, lodem i cytryną.
I chłodem wiatraczka z 1957 roku. Tak naprawdę, to wiatraczek chłodu nie daje. Jest trochę uszkodzony, ale mimo to, i tak jest piękny. Najważniejsze jednak, że działa. Jest
to pamiątka rodzinna po dziadku mojego męża, który ostatnio wspominał,
jak to dziadek nalewał do zbiorniczka znajdującego się z przodu wiatraczka, wodę kolońską "Przemysławkę", bardzo popularną w
PRL-u i po całym mieszkaniu roznosił się zapach. A, że nalewał czasami
w ilościach ogromnych, zapach był nie do zniesienia. Teraz wlewam wodę z kilkoma kroplami olejku np. pomarańczowego i to wystarczy, by w powietrzu unosił się przyjemny, orzeźwiający aromat.
Dziękuję wszystkim za ciepłe komentarze pod ostatnim postem. Nawet nie wiecie, jak były mi potrzebne. Czasami nie mogę się pogodzić z tym, jaki los potrafi być niesprawiedliwy. I wtedy mam te gorsze dni.
***
Cieszę się bardzo, że broszka Wam się spodobała. A ponieważ licznik mojego bloga wkrótce pokaże
10.000 wyświetleń, postanowiłam, że trafi ona do pierwszej osoby, która złapie na moim blogu licznik
10.001 i prześle dowód "złapania" na mojego maila.
Mam nadzieję, że będzie ktoś chętny:)