Obserwatorzy

sobota, 13 lipca 2013

Ciasto na niedzielę czyli kruche ciasto z malinami.

Gdyby ktoś Was zapytał, za co lubicie lato i jednym słowem musiałybyście odpowiedzieć na to pytanie, to jaka byłaby Wasza odpowiedź? 
Ja odpowiedziałabym, że lubię lato za OWOCE
I gdybym miała wskazać te jedne jedyne, które lubię najbardziej, to miałabym z tym ogromny problem. Bo ja lubię i truskawki, i poziomki, i czereśnie, i maliny, i borówki, i morele, i porzeczki, i agrest, i wiśnie, i ...

*** 
Jest sobota, jest lato i sezon owocowy w pełni, więc w moim domu nie może zabraknąć ciasta do niedzielnej kawy, koniecznie z owocami. Dzisiaj padło na kruche z malinami.




Składniki na kruche ciasto:
  • 2,5 szklanki mąki pszennej 
  • 250 g masła lub margaryny, zimnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 5 żółtek
Składniki na pianę:
  • 5 białek
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego (16 g)
  • 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego, bez cukru (2 x 40 g)
  • 1/2 szklanki oleju słonecznikowego
  • 500 g malin 
  • cukier puder do oprószenia
Ciasto robi się bardzo prosto. Masło kroję i zagniatam z pozostałymi składnikami. Dzielę na dwie części - jedną większą, drugą mniejszą i zamrażam. Dlatego zamrażam? Ano dlatego, że wtedy wychodzi niezwykle kruche. Ciasto przeważnie robię dzień wcześniej, ale jeśli zrobicie w tym samym dniu i na kilka godzin zostawicie w zamrażalniku (musi być naprawdę dobrze schłodzone), też wyjdzie niezwykle kruche. Ciasto piekę na w formie o wymiarach 33 x 20 cm.  Tę większą część ciasta trę na tarce, układam na blaszce, lekko ugniatam i piekę w temperaturze 190 C około 20 minut. Kiedy upieczone ciasto jest prawie chłodne, zaczynam ubijać białka na sztywno, następnie dodaję małymi porcjami cukier puder i cukier wanilinowy. Teraz czas na budynie, które też dodaję małymi porcjami i miksuję do całkowitego ich rozpuszczenia, na koniec dodaję olej, wlewam go cieniutką strużką.Na podpieczony zimny spód wlewam pianę, układam gęsto maliny otworkami do góry (nie żałujcie malin), na wierzch ścieram drugą część ciasta i piekę w 190 C około 30 minut. Ostudzone ciasto posypuję cukrem pudrem.





I tym słodkim akcentem życzę Wam udanej soboty i niedzieli:)


                                              

niedziela, 7 lipca 2013

Lubicie dostawać prezenty niespodzianki?

Lubicie dostawać prezenty niespodzianki? Też pytanie...,kto nie lubi? Ja ogromnie. Taki prezent niespodziankę dostałam niedawno od Igi,   u której brałam udział w zabawie "Podaj dalej". Dzisiaj ja zapraszam Was do zabawy.


Zatem podaję zasady (zaczerpnięte od Igi):

1. Musisz być właścicielką bloga.
2. Pierwsze trzy osoby, które w komentarzu wyrażą chęć na kontynuacje zabawy, otrzymają ode mnie upominek, który wyślę wg zasad w ciągu 365 dni.
3. Po otrzymaniu upominku obdarowana osoba organizuje u siebie taką samą zabawę.
4. W zabawie można wziąć udział 3 razy:)))




Iga obdarowała mnie wyjątkową, bardzo oryginalną i przepiękną bransoletką. Mały gest, dla mnie bardzo wzruszający. Ktoś kogo się nigdy nie spotkało, specjalnie dla Ciebie robi takie cudo.  Już wiem, że będzie to moja najulubieńsza bransoletka tego lata.


***

Igo, z całego serca dziękuję Ci jeszcze raz.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Lubię maki...

Kiedyś mieszkaliśmy w takim miejscu Krakowa, że wieczorem kiedy ruch uliczny zanikał, w kuchni przy otwartych drzwiach balkonowych było słychać jak hejnalista gra hejnał z Wieży Mariackiej. Teraz mieszkamy na obrzeżach Krakowa. Ale za to idąc z psem na spacer mamy takie widoki. 

























sobota, 15 czerwca 2013

Kokardki dla dziewczynki.

Jak byłam małą dziewczynką raczej nie miałam długich włosów. Po pierwsze nie lubiłam być czesana, a po drugie moje włosy są z gatunku tych gęstych, ale cienkich i plączących się. Krótka fryzura była wtedy dla mnie najodpowiedniejsza. Raz tylko moja Mama zapuściła mi włosy. Było to wtedy, kiedy szłam do Komunii. Ale zaraz, dosłownie na drugi dzień po niej, Mama zabrała mnie do fryzjera, ten włosy ściął  krótko i długo, długo nie miałam już długich. Toteż  w dzieciństwie ominęły mnie wszelkie kucyki, warkocze, kokardy, spinki czy opaski.
Z moją Zuzią jest inaczej. Zuzia uwielbia być czesaną. Uwielbia  gumeczki, spineczki, kokardki.... Nie ma dnia, żeby nie miała zrobionych kucyków, czasami dwóch, czasami jednego...


A skoro uwielbia, zrobiłam gumeczki kokardki. Szare, z miętowym guziczkiem-kwiatuszkiem. Gumeczki dostępne tutaj .



Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie przemiłe słowa pod ostatnimi postami:))


Miłej niedzieli:)


niedziela, 12 maja 2013

Niepraktyczna.

Wydziergałam łapkę kuchenną.
- "Niepraktyczna" - stwierdził mój Mąż.
-"...???..."
Ale czy wszystko musi być zawsze praktyczne???


sobota, 11 maja 2013

Jeśli nie pisałam, to znaczy, że haftowałam.

Wiem,wiem...zniknęłam na dłuższą chwilę. Od świąt mnie tu nie było. A święta  minęły mi szybciutko, cichutko, mniej wiosennie niż zawsze (kto pamięta, że na początku kwietnia sypał śnieg???). Ale jak zawsze z jajami farbowanymi w cebuli, choć w tym roku pokusiłam się o farbowanie w kurkumie i dodatkowo obok brązowych, miałam piękne, żółte. (Chętnie bym je Wam pokazała, ale w maju pisanki trochę nie na miejscu chyba. Zdjęcia będą na drugi rok jak znalazł). Z mazurkiem kajmakowym, z babką  drożdżową, z sałatką jarzynową, z ćwikłą... 
A potem głowę zaprzątnęły kłopoty, te duże i te małe. Nawał  pracy w pracy, kto pracuje w księgowości ten wie o czym mówię. Kłopoty trzeba było rozwiązać, pracę zabrać do domu i czasu na blogowanie jakoś brakowało. To tyle tytułem usprawiedliwienia. 
Podsumowując przez ostatni miesiąc: blogowo - zastój, robótkowo - monotematycznie, haft...haft... i haft...


***

A teraz muszę się Wam do czegoś przyznać. Popełniłam "plagiat", ale jak tu nie było go popełnić...Kiedy zobaczyłam te przepiękne hafty na blogu igła i nitka , to przepadłam. Co tu dużo mówić, zakochałam się w nich. A że Pan Bóg nie poskąpił mi talentu do haftu, inspirując się na pracach Moniki wyhaftowałam siatkę na zakupy. Kiedy napisałam do Moniki maila z pytaniem, czy nie ma nic przeciwko i kiedy dostałam odpowiedź, że bardzo się cieszy, że jej prace inspirują, to poczułam się rozgrzeszona. Nie wiem  jak Wy, ale ja zawsze mam z tym problem, czy wzorując się na kimś popełniamy plagiat czy tylko się inspirujemy. A oto i ona, moja nowa siatka na zakupy:






Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłej niedzieli:)

Jaja dla Jazz:


piątek, 29 marca 2013

Radosnych Świąt!!!

Kochani,
Radosnych, zdrowych, spokojnych, rodzinnych, ciepłych, słonecznych Świąt Wielkanocnych Wam życzę !!!


niedziela, 24 marca 2013

Kochani, haftuje się...

Jak myślicie, co???



środa, 27 lutego 2013

Tęsknię za wiosną.

Napisałam ostatnio w komentarzu u Igi, że sama nie wiem, czy mam dość tej zimy, czy jeszcze nie. Chyba dostałam jakiegoś chwilowego zaćmienia umysłu, bo ja BARDZO a to bardzo tęsknię już za wiosną. Lubię zimę. To prawda. Najbardziej taką śnieżną, z lekkim mrozem i słoneczną. Ale mam wrażenie, że tej zimy niewiele było takich dni.
Dzisiaj wychodząc z domu do pracy, a wychodzę bardzo wcześnie, pierwszy raz nie wychodziłam po "ciemku". Całkiem jasno też nie było, ale była to pora, kiedy ptaki już wstały i z przyjemnością wsłuchiwałam się w ich trele i ćwierkanie. Z tych ich śpiewów zrozumiałam tyle, że wiosna tuż, tuż:) One chyba najlepiej to wiedzą, prawda?
A w kwestii wiosny - to po pierwsze, w końcu zakwitł mój hiacynt. Cieszy mnie delikatnym zapachem i pięknym wyglądem. Po drugie w sobotę, kto wie, może wysieję zioła do doniczek. Już czas chyba. Po trzecie wszystkie pogodynki zapowiadają ocieplenie.




DOBREGO DNIA:)

                                    

sobota, 16 lutego 2013

Zapomniany wakacyjny post.

Zupełnie nie wiem, dlaczego zapomniałam go opublikować. Post jest jeszcze wakacyjny. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że publikuje go teraz, kiedy za oknem mamy zimę, a ja tu wyskakuję z letnimi widoczkami. Miejsce, które pokazuje jest godne polecenia i to mnie utwierdziło w podjętej decyzji: "publikuj, może ktoś go odwiedzi ".




***
Są takie miejsca, w które chętnie się powraca, gdzie czas płynie wolniej, gdzie się odpoczywa i łapie pozytywną energię, które chłonie się wszystkimi zmysłami... Na pewno macie i znacie takie miejsca. Dla mnie takim miejscem jest Múzeum oravskej dediny, słowacki skansen wsi orawskiej znajdujący się w okolicach Zuberca. Podobno jest to jeden z najładniejszych skansenów w Europie. Ja w 100 % zgadzam się z tą opinią. Mam nadzieję, że moje zdjęcia choć trochę ukazują jego piękno. Spacerując po nim czułam się jakbym chodziła po tradycyjnej  wsi słowackiej, a nie muzeum na wolnym powietrzu. Skansen leży u podnóża Tatr Zachodnich, zajmuje powierzchnię 20 hektarów, otoczony jest jodłowymi lasami a przez jego środek przepływa rwący, górski potok.


***

Zatem zapraszam na spacer. Idziemy kamienistą drogą jak przez dawną wieś, w przydomowych ogródkach rosną kwiaty, w zagrodach można zobaczyć zwierzęta, okna w chatach są pootwierane, wietrzy się pościel, na parapetach stoją pelargonie i zioła, to wszystko sprawia, że ma się wrażenie, iż miejsce to tętni życiem .  








Potok nosi nazwę Zimna Woda. Rzeczywiście woda jest w nim zimna i krystalicznie czysta, sprawdziliśmy to mocząc nogi dla ochłody.







Prawie wszystkie domostwa są otwarte. Uwielbiam zapach starych, drewnianych domów i te małe okienka, przez które tak cudownie wpada słońce i oświetla pomieszczenia. Z przyjemnością do nich zaglądamy. 












W skansenie spędziliśmy około trzech godzin, niespiesznie spacerując od  obiektu do obiektu. Niech Was nie zmylą zdjęcia, że miejsce to jest nieodwiedzane przez turystów. Zwiedzających było całkiem sporo. 




Bardzo lubię to zdjęcie mojej Zuzi, które zrobione było w czasie tej wycieczki.


Pozdrawiam Was cieplutko.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...